Przypomnijmy sobie baśń o „Brzydkim kaczątku” H. Andersena. Mama kaczka wysiadywała swoje jajka, ale nie wiedzieć czemu jedno z jaj, to największe, wcale nie pękało. Gdy z jaja wykuło się pisklę, okazało się, że różni się od pozostałych. Brzydkie kaczątko nie miało początkowo łatwego życia. Już od samego początku musiało znosić szyderstwa i nieustanne podkreślanie, że jest inne, gorsze, nie takie jak trzeba. Sukcesywnie nie spełniało oczekiwań otoczenia i dorastało w poczuciu, że jest brzydkie i nic nie warte. Aż tu nagle po wielu dniach ujrzało swoje odbicie w wodzie i dostrzegło pięknego łabędzia, którego zaczęły podziwiać nie tylko dzieci, ale również pozostałe łabędzie.
To piękna baśń, która nie tylko niesie za sobą bardzo ważne przesłanie, by nie oceniać innych po okładce, ale również obrazuje czym jest poczucie własnej wartości. Najprościej ujmując jest to przekonanie, że niezależnie od moich osiągnięć, tego jak wyglądam, czym się zajmuje i tego wszystkiego, co zewnętrzne jestem wartościowy, bo po prostu jestem. Z kolei samoocena to inaczej postawa wobec samego siebie, która kształtuje się na podstawie samowiedzy, a więc jej źródłem są przekonania i sądy na swój własny temat.

Zarówno poczucie własnej wartości, jak i samoocena kształtuje się wskutek naszych różnych doświadczeń – tego, co oferujemy światu w postaci naszych działań, aktywności, podejmowanych wyborów, jak również tego, co od niego otrzymujemy np. w formie odpowiedzi na nasze zachowanie czy komunikatów, jakie słyszymy na swój własny temat. Ogromne znaczenie dla tego, w jaki sposób siebie postrzegamy ma okres dzieciństwa, a konkretnie okres niemowlęctwa. Kluczowe w tym okresie dla kształtowania obrazu samego siebie jest to, czy dziecko odkryje własną zdolność do tego, by wywołać uśmiech na twarzy matki. „Za pomocą komunikacji niewerbalnej matka ujawnia jaki obraz dziecka ma w swoim umyśle, co z kolei jest podstawą dla kształtującego się od pierwszych dni życia obrazu samego siebie” (Reid, 1990). Może być to trudne, szczególnie wtedy, gdy mama po porodzie doświadcza depresji, a wysoki poziom kortyzolu uniemożliwia wydzielanie tzw. hormonu miłości, czyli oksytocyny. Brak przyjemnych interakcji z naszymi rodzicami wpływa bezpośrednio na rozwój naszego mózgu, hamując wzrost komórek dopaminergicznych, które uwalniają dopaminę – substancję, która ma kluczowe znaczenie dla naszego poczucia szczęścia, radości, ale także dla naszej ciekawości świata. Na późniejszym etapie życia bezpośrednie przełożenie na poczucie własnej wartości mają przekonania, które dziecko tworzy w toku interakcji z rodzicami na temat siebie, swojego otoczenia, zachowania czy przyszłości. Jednym z takich destrukcyjnych przekazów jest przekaz oparty na założeniu, że jestem kochany jako dziecko za to, co robię, a nie za to kim jestem. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy rodzice okazują miłość, bądź ją wycofują w zależności od tego, czy zachowanie dziecka jest zgodne z ich oczekiwaniami czy nie. Najpopularniejszym przykładem jest szkoła i zdobywanie dobrych ocen, które nierzadko stają się wyznacznikiem poczucia własnej wartości właśnie za sprawą tego mechanizmu. Często z takich dzieci wyrastają dorośli, których możemy określić jako osoby z bardzo silnie rozwiniętym „ja idealnym” oraz „ja powinnościowym”. Takie osoby często same sobie podnoszą zbyt wysoko poprzeczkę, próbując sprostać swoim nierealnym oczekiwaniom, od czego już bardzo krótka droga do perfekcjonizmu, który może stać się destrukcyjny. Dzieje się tak, gdy dana osoba nie podejmuje różnych nowych zadań mimo możliwości z lęku przed tym, że nie będzie perfekcyjnie. Taka osoba w życiu dorosłym może również popaść w pracoholizm, uzależniając swoje poczucia własnej wartości od tego od ilości pracy, bądź też od tego, jak w tej pracy funkcjonuje. Według badaczy rozbieżność między „ja realne”, czyli tym jak jest, a „ja idealne”, czyli wymarzonym obrazem siebie samych może doprowadzić do depresji. „Ja powinnościowe” to zbiór naszych wewnętrznych przekonań dotyczących tego, jakimi powinniśmy być, aby zaspokoić potrzeby innych ludzi i aby wpasować się w dane środowisko. Jednocześnie często jest przecież tak, że wcale nie mamy ochoty robić tego, co uważamy, że inni od nas oczekują, a to z kolei jest źródłem właśnie niskiego poczucia własnej wartości, ale przede wszystkim wyzwala w nas poczucie winy, pogardę wobec samego siebie, jak również lęk. Wiąże się to z niespełnionymi nadziejami, aspiracjami, ale też ogólnym zagubieniem, bo przestajemy odróżniać, co jest naszą potrzebą, a co jest potrzebą otoczenia, w którym przebywamy. Innym przykładem sytuacji, gdy dzieci nie spełniają oczekiwań swoich rodziców jest wyrażanie złości. Oczekiwanie, że dziecko będzie zawsze uśmiechnięte, a swoją złość zostawi dla siebie może doprowadzić do rozwoju tzw. zaburzeń internalizacyjnych czy psychosomatycznych. Tłumiona złość może skutkować wycofaniem, a także różnymi dolegliwościami np. chronicznym bólem brzucha czy głowy, których przyczyna nie tkwi w czynnikach medycznych.
Źródłem niskiego poczucia własnej wartości jest też funkcjonowanie w rodzinie, gdzie ma miejsce parentyfikacja. Jest to konieczność przejęcia obowiązków osób dorosłych przez dzieci z powodu np. ich uzależnienia. Wówczas dzieciństwo takich dzieci przepełnione jest strachem i nieustanną obawą o to, że nie uda się zaspokoić podstawowych potrzeb np. głodu czy poczucia bezpieczeństwa. To często tacy dorośli, o których potem mówimy, że nie potrafią sobie odpuścić, albo że nie potrafią odpoczywać. Mają poczucie konieczności ciągłego wykonywania pracy i odhaczania z listy kolejnych spraw do załatwienia. Nie potrafią się relaksować, ponieważ ich mózg nie zna tego stanu, a gdy już pojawia się przestrzeń na wzięcie głębszego oddechu, najczęściej wówczas pojawia się poczucie winy.

Dlaczego poczucie własnej wartości jest takie ważne? Bo ma swoje odzwierciedlenie w naszym wewnętrznym głosie, który podpowiada nam różne rzeczy. Może być to głos wspierający, zachęcający do podejmowania nowych zadań, dający oparcie i współczucie, gdy jest nam trudno, ale może być też to głos karzący, który podkopuje naszą wiarę w siebie, upomina, nakazuje, rozlicza z tego, czego nie udało nam się zrobić i zniechęca do podejmowania ryzyka.
Taki głos pojawia się właśnie u osób z niską samooceną i niskim poczuciem własnej wartości. To powód, dla którego ktoś, kto obiektywnie ma możliwości i talent by sprostać danemu zadaniu, może się go wcale nie podjąć. Ktoś, kto robi wiele rzeczy w swoim życiu uważanych przez innych za wartościowe, może wcale nie czerpać z tego satysfakcji i radości, a poprzez swoje zawężone widzenie tzw. widzenie tunelowe dostrzegać tylko to, czego jeszcze nie udało mu się dokonać zamiast doceniać się za wysiłek i dotychczasowe sukcesy.
Co możemy zatem zrobić, gdy już wiemy, że głosowi, pojawiającemu się w naszej głowie daleko do kojącego szeptu, a raczej bliżej do rozkazu?
Kluczem jest edukacja w tym temacie. Mając wiedzę na temat naszych doświadczeń i mechanizmów będziemy w stanie określić rodzaj sytuacji, w których najczęściej słyszymy głos wewnętrznego krytyka. Innym przykładem jest dostrzeżenie związku między pięcioma obszarami: otoczeniem, reakcjami fizycznymi, naszym nastrojem, zachowaniami i myśleniem. Zmiana w jednym z tych obszarów, automatycznie pociąga za sobą zmiany w innych. Warto pamiętać o tym, że każda próba stopowania natrętnego głosu w naszej głowie będzie skutkować tylko jego wzmocnieniem. Zamiast tego warto rozmawiać z naszym krytykiem, zadając mu konkretne pytania np. „Czemu uważasz, że sobie nie poradzę? Czy masz jakieś dowody na to?” „Udowodnij mi, że poniosę porażkę”, wcielając się trochę w rolę obrońcy nas samych. Warto również zastanowić się nad tym, na ile nasza myśl o sobie samym ma potwierdzenie w rzeczywistości, a nie wynika wyłącznie z destrukcyjnego mechanizmu i szukać myśli alternatywnych, które są dla nas bardziej łagodne i wspierające.
Niezależnie od tego, co przeżyliśmy w naszym dzieciństwie, pamiętajmy, że teraz jesteśmy dorosłymi, samostanowiącymi o sobie ludźmi, którzy mogą wiele zmienić w swoim życiu i to jest piękne 🙂
Z pozdrowieniami,
Magdalena Kwaśnik
psycholog dziecięcy, socjoterapeuta, Trener Umiejętności Społecznych, Terapeuta Ręki oraz praktyk metody Kids’ Skills Dam radę i Jestem z Ciebie dumny!.
Życiowe motto: „Bój się i rób!”. Największa inspiracja – Brené Brown.we współpracy z firmą Rozwiń skrzydła – doradztwo zawodowe i szkolenia w ramach projektu Inspiracja jest kobietą! 🙂
Wspólnie bardzo dziękujemy za Twój czas i uprzejmie prosimy o:
- zostawienie swojego komentarza, łapki, abyśmy wiedziały, że nie piszemy „do szuflady”, że będziesz chciała do nas wpadać, że to co proponujemy jest Tobie również bliskie,
- odwiedzenie nas na Instagramie i Facebooku, aby poznawać nas i naszą pracę jeszcze bliżej,
- podanie dalej, aby inne osoby dowiedziały się o tym, co Ciebie poruszyło, zastanowiło, zaskoczyło czy wzbogaciło i również miały szansę z tego skorzystać.
Z uściskami,
Ania i Agnieszka 🙂

Magdalena Kwaśnik